18 wrz 2016

Powrót - Kay

Trenując na obrzeżach miasta, Asiria dostrzegła znajomą, zakapturzoną postać. Natychmiast schowała miecz do pochwy i podeszła do persony. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Powitała przybysza słowami:
"Witaj z powrotem w naszych szeregach, panie Maarloeve."


W końcu jakaś radosna informacja. Kay Maarloeve wraca do bloga! Radujmy się więc wszyscy, bowiem Kath mi płakała, że upada~

//Asiria

Nieobecność

Cassie zgłasza nieobecność do odwołania. Powodem jest brak wolnego czasu.

17 wrz 2016

Odejście - Kay

Mężczyzna założył kaptur na głowę i, odwróciwszy się, pożegnał się z panną Aristow oraz Misterium. Kobiety zapewniły go, że zawsze może wrócić. Podarowały mu także prowiant i trochę pieniędzy na wędrówkę. Kay spojrzał na wschodzący księżyc i, poprawiwszy plecak, ruszył w stronę północy.


Pożegnajmy więc Kay'a. Prowadząca zdecydowała o jego odejściu z przyczyn osobistych. Mam nadzieję, że problemy szybko się rozwiążą.

//Asiria.

15 wrz 2016

Od Katherine

Siedziałam  w domu ponieważ pogoda była koszmarna. Robiłam to co zwykle - rysowałam, jednocześnie słuchając muzyki. Pomagało mi to w znalezieniu pomysłu. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi, zastanawiałam się kto może pukać o tejże porze. Otworzyłam  powoli drzwi, ku mojemu zdziwieniu nie zobaczyłam żadnej żywej duszy. Wyszłam na korytarz, było straszliwie ciemno, zimno, a za oknami panowała burza. Piorun strzelił za oknem, a mi zjeżyły się włosy na karku. Na końcu korytarza zobaczyłam postać. Najpierw wystraszyłam się, ale szybko opanowałam się. 
- Kim jesteś? -zapytałam. Nie usłyszałam odpowiedzi. Podeszłam do miejsca w, którym znajdowała się postać.
- Kim jesteś? - powtórzyłam pytanie.
< Ktoś?>

10 wrz 2016

Od Alfiego - Cd. Cassie

Oboje weszliśmy do mieszkania i ściągnęliśmy buty. Zaprowadziłem Cassie do salonu, gdzie dziewczyna usiadła na szarej kanapie. Ja zaś zaniosłem walizkę do mojego pokoju, po czym powędrowałem do kuchni. Otworzyłem lodówkę i zmierzyłem wzrokiem jej zawartość. Bardzo niewiele rzeczy się w niej znajdowało.
- Co chcesz do picia? - zapytałem. - Sok jabłkowy, czy... sok jabłkowy?
- A czymś się one różnią? - odparła Cassie.
- Jeden z nich jest przeterminowany.
Dziewczyna zaśmiała się. Wziąłem do ręki karton z sokiem nadającym się do wypicia. Nalałem po równo do dwóch szklanek, a następnie jedną z nich podałem Cassie, która właśnie rozglądała się. Dziewczyna spojrzała na bursztynową ciecz i spytała:
- To nie jest ten przeterminowany?
- Ależ oczywiście! - odparłem żywo. - Nie mam w nawyku trucia nowo poznanych osób.
Oboje zaśmialiśmy się. Wziąłem pierwszy łyk.
- Fajne masz mieszkanie - zagadnęła Cassie z uśmiechem na twarzy. - Takie... nowoczesne.
- Dzięki - odparłem. - Chociaż w pracowni ojca jest niemały bajzel.
- Mieszkasz z ojcem?
- Owszem. Choć to jest nasz drugi dom. Ojciec przyjedzie dopiero za około dwa dni, bo ma ręce pełne roboty.
Brązowowłosa wzięła parę sporych łyków soku. Następnie odwróciła głowę i spojrzała na wiszące na ścianie zdjęcia. Również podniosłem na nie wzrok. Na jednym z nich byłem ja z tatą. W rękach trzymałem nasz wspólny wynalazek. Obydwoje uśmiechaliśmy się szeroko.

Cassie? Wiem, beznadziejne, ale przez chorobę jakoś nie mam pomysłów...

Od Ashildr - Cd. Asirii

Nacinając dłoń, wydałam z siebie odgłos bólu. Malutki nożyk wbiłam dosyć głęboko, dlatego też, podczas wyjęcia, a przynajmniej próby zrobienia tego, wyłam dziko, nie mogąc znieść kolejnych fal cierpienia, przelewających się przez moje ciało. Po wyrwaniu ostrza z ciała, odłożyłam broń na bok i, zamiast zabezpieczyć ranę, zaczęłam jej się uważnie przyglądać. Od kilkudziesięciu lat, każdego dnia, raniłam jedną ze swych dłoni, oczekując na to, iż pozyskam jedną z najpotężniejszych mocy Lordów Czasu – samoistne leczenie ran. Tak się jednak nie działo – cząstka tejże rasy nie gwarantowała mi posiadania choćby jednej z ich zdolności. Z chęci posiadania nawet jednej z ich mocy i próby ich uzyskania, każdą z dłoni pokrywały liczne blizny i świeże, zaszyte rany. Najnowsza z nich, jakby kpiąc ze mnie, nie chciała się zrosnąć i pozostawić skóry nietkniętej. Zrezygnowana, sycząc z coraz agresywniejszego bólu, zabandażowałam rękę, uprzednio sięgnąwszy po czysty bandaż. Kilka szybkich ruchów wystarczyło, by biały materiał pokrył ranę, a kilka następnych, przemilczanych minut, by zaczerwienił się od szkarłatnej posoki, nadal cieknącej z nacięcia. Zaciskając palce rannej dłoni, powoli podniosłam się, by podejść do jednego z regałów, zapełnionego dziennikami z mojego, zapomnianego po części, życia. Zamiast kolejnej z ksiąg, sięgnęłam po schowany w skórzanej pochwie miecz. Trzymając go sztywno, odsłoniłam część klingi, pokrytej starożytnymi runami, które przy każdym dotyku rozbłyskały złotem. Nie chcąc, by miecz ukazał swe magiczne zdolności, ponownie ukryłam go w pochwie. Na moment odłożyłam oręż, by założyć skórzaną, wytartą kurtkę. Po tej czynności, ponownie sięgnęłam po skórzane okrycie ostrza i przewiesiłam je przez prawe ramię. Nie mogłam nosić miecza przy boku, bowiem wierzchołek sztychu przy każdym kroku uderzał o ziemię, stając się niezdatnym do użytku. Poprawiłam pas pochwy i podeszłam do biurka, przy którym uprzednio przebiłam dłoń. Rzuciłam na blat torbę myśliwską, do której ostrożnie włożyłam butelkę mocnego trunku, osełko, parę rękawic, również skórzanych, podszytych grubym futrem i kilka eliksirów, które znalazły się w sakwie na wszelki wypadek. Zamknęłam torbę i przerzuciłam ją przez wolne ramię. Tak przygotowana, naparłam na ścianę, która w rzeczywistości była iluzją, chroniącą bibliotekę. Takie zaklęcie udało mi się zakupić u jednego z magów za garść złotych monet sprzed pięciuset lat. Za sztuczną ścianą znalazłam się szybciej, niźli się tego spodziewałam, toteż upadłam na kolana. Klnąc pod nosem podczas kolejnej fali bólu, podniosłam się i wyszłam z, pozornie, skromnego mieszkania. Zbiegłam ze schodów, zeskakując z ostatnich stopni. Dopiero idąc chodnikiem, uspokoiłam się i powolnym, dumnym krokiem skierowałam się do pobliskiego lasu.
Z jednej strony otaczały mnie kolejne rzędy drzew, z drugiej zaś ziemista ściana, gotowa osunąć się na mnie w każdej chwili. Szłam między nimi, podśpiewując kolejne sprośne piosenki. Podczas nucenia jednej z tych najbardziej lubieżnych, dostrzegłam postać, leżącą pod jednym z wybrzuszeń gleby. Zwalniając kroku, podeszłam do kobiety. Popatrzyła na mnie nieobecnym wzrokiem, po czym, z cichym jękiem zamknęła oczy, tracąc przytomność. Westchnęłam ciężko, kucając przy nieznajomej. Zdjęłam torbę i otworzyłam ją, biorąc butelkę alkoholu, którym mogłabym ją ocucić. Odkręciłam buteleczkę, odrzuciwszy korek na bok. Trzymając flakonik w zdrowej ręce, ranną ścisnęłam policzki nieprzytomnej, kierując jej twarz w moją stronę. Uchyliłam jej usta i wlałam do nich ciemny płyn. Po kilku niekontrolowanych łykach, zakaszlała, wypluwając trunek. Odsunęłam się i sięgnęłam po zakrętkę, by zablokować możliwość wypływu alkoholu. Nie patrząc na dziewczynę, leniwie schowałam butelkę do torby, a następnie podniosłam się, by móc spojrzeć w oczy leżącej. Niesamowicie jasne oczy, na przemian zmieniały błysk z nienawiści do ulgi. Wyciągnęłam przed siebie rękę, chcąc pomóc jej wstać.

<Asiria?>

Nieobecność

Lyssandre zgłasza nieobecność, nie będzie jej tydzień ze względu iż wyjeżdża.

9 wrz 2016

Event z okazji 100 postów!

Witam Was bardzo serdecznie. Z tej strony Asiria - jak niektórym wiadomo - jedna z dwóch administratorek. Jako, że Katherine nie miała pomysłu na to, co wykombinować z okazji tej magicznej liczby, wzięłam się do roboty za nią.
Przejdźmy do rzeczy - Event będzie polegał na napisaniu opowiadania bądź wykonaniu obrazka. A oto i on:
Treść:
Budzą Cię pierwsze promienie słońca. Czujesz, że coś jest nie tak. Mimo to, nie otwierasz oczu. Przewracasz się leniwie na drugi bok i.. czujesz coś mokrego! Wstajesz, jakby Cię coś oparzyło i rozglądasz się dookoła. Znajdujesz się w jaskini. Ze sklepienia kapała woda. O dziwo - błękitna. Twoją uwagę odwraca plusk w jednym z dwóch korytarzy. Każdy z nich prowadzi gdzie indziej. Możesz wydostać się z groty, bądź się w nią zagłębić. Co znajdziesz? To zależy od Ciebie!

Zadanie:
○ Opowiadanie - właściwie, to tematyka jest dowolna. Proszę tylko o to, by zaznaczyć, że pojawiasz się w ów jaskini. Dalej wymyślasz Ty.
○ Rysunek - tak jak powyżej - tematyka dowolna. Oczywiście, z grotą w tle. Możesz znajdować się w parku, lesie, pod ziemią, na innej planecie, czy inne wsio. Ważne, by właśnie jaskinia była widoczna. Technika dowolna - praca może być wykonana w programie graficznym lub narysowana na kartce.

Wymagania:
Opowiadanie ma mieć minimum 750 słów.
Rysunek ma być wykonany w miarę starannie.

Nagrody:
Każde opowiadanie oraz rysunek będą nagradzane.
Opowiadania:
○750 słów - 350 Dark Coins
○ 800 słów - 370 Dark Coins
○ 900 słów - 400 Dark Coins
Rysunki:
• Wykonany niestarannie (bardzo widoczne kreski | pokolorowany niedokładnie) - 100 Dark Coins
• Lepszej jakości (wykonany dobrze, ładnie pokolorowany. W miarę możliwości) - 225 Dark Coins

Pytania:
○ Można napisać opowiadanie i narysować obrazek?
• Owszem, można. Dostajesz wtedy odpowiednią ilość DC za opowiadanie, oraz ilość DC za rysunek.

○ Do kiedy trwa event?
• 09.09 - 16.09

Dziękuję za uwagę,
/Asiria 

Odejście - Lucivar

Obydwie kobiety zgodnie pomachały odchodzącemu mężczyźnie. Odwdzięczył się im lekkim uśmiechem i ruszył przed siebie, zostawiając królestwo w tyle. Jednak obydwie - zarówno Katherine, jak i Asiria zapewniły Lucivar'a o tym, że zawsze może wrócić.


Pożegnajmy więc Lucivar'a. Prowadząca zdecydowała o jego odejściu, z powodu braku czasu. Życzę jej powodzenia w nowej szkole i czekamy, aż wróci!

//Asiria.

Od Asirii

Biegłam przed siebie. Słyszałam coraz głośniejszy świst, który ciągle zbliżał się do mojego ucha i cudem uniknęłam pędzącej strzały. Kolejny raz się odwróciłam. Chciałam się upewnić, że potwory zostały w tyle. Co poniektóre darowały sobie dalszy pościg i zatrzymały się w miejscu. Zdecydowana mniejszość nadal za mną podążała. Uśmiechnęłam się pod nosem i przyzwałam do siebie łuk. Napięłam cięciwę, po czym oddałam pierwszy strzał. Trafiłam w splot słoneczny, przez co jeden z goblinów padł martwy. Jego towarzysze spoglądali zaskoczeni to na truchło, to na mnie. Zatrzymali się i, nie spuszczając ze mnie wzroku, zaczęli się wycofywać. Westchnęłam z ulgą i zarzuciłam broń na plecy. Mimowolnie przypominam sobie moment, w którym zmarli moi rodzice. Bynajmniej nie była to śmierć naturalna.. Gwałtownie potrząsnęłam głową, aby pozbyć się nieprzyjemnych wspomnień i zwalniam do normalnego chodu. Parę chwil później dotarłam do jakiegoś urwiska z niesamowitym widokiem. Przede mną rozciągał się las, pogrążony w harmonii. Widziałam małe punkciki, które unosiły się nad drzewami, aby po chwili znów zniknąć w gęstwinie. Obok mnie szumiał mały strumień, kaskadami spływający w dół. Podeszłam do niego i zamaoczyłam w wodzie obolałe nogi, uprzednio zdejmując buty. Byłam zmuszona do chodzenia przez dwa dni. Bez przerwy. Moje stopy były poobcierane, całe we krwi. Podobnie jak ramię, które zostało zranione przez hydrę. Opamiętałam się i sięgnęłam po bukłak, po czym nabrałam do niego krystalicznie czystej wody. Z powrotem założyłam buty, sięgające mi do połowy łydki i ruszam w dalszą drogę. Jednak nie to było mi dane. Ziemia osunęła się w dół, a ja razem z nią. W duchu dziękowałam Bogu za to, że nie byłam zbyt wysoko. Spadając nie mogłam umrzeć. Byłam zbyt nisko. Będąc już na ziemi, zauważyłam jakąś postać. Ale po chwili straciłam przytomność.

< Ktoś? >

5 wrz 2016

Od Argony - Cd. Katherine

Dziewczyna zniknęła w oddali. Pogładziłam delikatnie futerał, po czym przypomniałam sobie o czymś. O czymś ważnym. Przejechałam dłonią po piersi i zobaczyłam, że krwawię, a sukienka w tym miejscu jest przedarta i odsłania biustonosz. Robił się już wieczór i pewnie wszystkie sklepy były już zamknięte. Zresztą nie miałam pieniędzy. Po krótkim namyśle ściągnęłam z siebie suknie i wyjęłam z pokrowca przybory do szycia. Uporanie się z dziurą zajęło mi kilka minut, a efekt nie był zadowalający. Zacisnęłam zęby nienawistnie. Powzięłam decyzję. Nie spocznę, póki nie zabiję tamtej dziewczyny.
Zarzuciłam futerał na plecy i ruszyłam w kierunku jej domu. Dostanie się do środka nie było trudne, wystarczył uśmiech i zakłopotana mina przy tłumaczeniu, że zgubiło się klucze i starsza pani wpuszczała cię do środka, tylko trochę ględząc o dzisiejszej młodzieży. Odszukanie właściwego mieszkania okazało się trudniejsze. Sprawdzałam wszystkie drzwi po kolei, stając przy nich i zamykając oczy. Wyczucie postaci na dużą odległość nie było proste i zajmowało zdecydowanie za dużo czasu, jednak nie miałam dla tego żadnej alternatywy. Wreszcie trafiłam. To te drzwi. Zgasiłam światło na korytarzu i zadzwoniłam krótko. W mieszkaniu rozległy się kroki. Postać stała przy drzwiach, wpatrując się w wizjer. Kucnęłam, kryjąc się w mroku. Dziewczyna uchyliła lekko drzwi i a nie widząc nikogo wyszła, by zapalić światło. Wślizgnęłam się ukradkiem do mieszkania.
- Idiota – mruknęła pod nosem i wróciła do środka. Wychynęłam z cienia i zadałam jej pchnięcie nożem. Zaskoczona białowłosa chwyciła się za ranę i upadła, tracąc przytomność. Krew powoli sączyła się z rany. Nienawistnie patrzyłam na postać u moich stóp…
Po czym wyjęłam z futerału apteczkę i zaczęłam powoli opatrywać ranę. W tym momencie postać się obudziła.
(Kate? Jeśli nie chcesz ze mną pisać po prostu powiedz. Bo obrzucanie się spławiającymi opowiadaniami po 100 słów nie ma sensu. Na to się nie da odpisywać!)

Od Reik'a - Cd. Sorianny

-No dobra...-Powiedziałem zawiedziony i odwróciłem się.
Kiedy Sorianna odwróciła się wszedłem w jej cień. Po kilkunastu minutach byliśmy w środku lasu. Nagle zza drzew wydobył się głośny ryk. Wyszedłem z cienia i zapytałem:
-To smok?
Srianna wystraszyła się mnie ale po chwili zrobiła się bardzo wkurzona.
-CO TY TU K*RWA ROBISZ?!
-Eee... Szukam smoka?
Sorianna otworzyła usta żeby coś do mnie powiedzieć ale nie zdążyła ponieważ zza drzew wyszedł ogromny czarny smok.
-I ty chciałaś oswoić te bydle?-Zapytałem.
Sorianna popatrzyła się z przerażeniem na smoka.
-Uciekaj!-Krzyknęła.
Zaczęliśmy biec przez las w stronę miasta. Smok cały czas nas gonił i ział ogniem co spowodowało ogromny pożar. Kiedy biegliśmy wpadliśmy do jakiegoś dołu z którego nie było wyjścia. Na całe szczęście przez to smok nas zgubił.

<Sorianna?>

No one's mother, daughter, wife..

Alex Negrea
Singular. Unattached. Alone.

4 wrz 2016

Od Katherine cd Argony

Wyciągnęłam miecz i zaatakowałam przeciwnika. Robiłam zgrabne uniki, po chwili znudziła mi się walka, więc stwierdziłam znudzona. 
- Na serio tylko tyle potrafisz?
- Zaraz ci pokażę! - warknęła dziewczyna.
- Eh, kupić ci leki na uspokojenie? - zapytałam zdenerwowana. Dziewczyna chwyciła mnie za gardło i zaczęła dusić. Wyrwałam się jej, po czym warknęłam:
- Poszczuć cię smokami? 
- Spróbuj. - stwierdziła postać. Westchnęłam. Walka nie miała końca, coraz bardziej mnie denerwowała dziewczyna.
- Charizard! - zawołałam. Smok pojawił się niemal natychmiast. Wsiadłam na stwora, po czym odleciałam. 
- No to do zobaczenia! - zawołałam. 
- Dopadnę cię! 
- Ta. - stwierdziłam.
< Argona?>

Od Katherine cd Cassie

- Co się dzieje? - zapytałam. 
- Nie wiem. - odparła Cassie. Chwyciłam w rękę miecz, oraz zmieniłam  się w swoją anielską postać. Tsuki zaczęła niepewnie stąpać kopytami..
- Spokojnie. - uspokoiłam klacz. Po chwili zza krzaków wyskoczyła wataha wilków. Wierzchowiec stanął dęba, zeszłam z konia, po czym przystąpiłam do ataku. Wilki rzuciły się na mnie, walka była zacięta, lecz wygrałam. Skończyło się u mnie na paru ranach. 
- Wszystko w porządku? - zapytała Cassie. 
- Ta, wszystko w porządku. - powiedziałam. Wsiadłam na Tsuki i pogalopowałam wraz z dziewczyną przed siebie. 
- W sumie niezłe przygody nam się zdarzają. - stwierdziłam. 
- Owszem. - potwierdziła Cassie. Polubiłam dziewczynę, tak jak ja uwielbiała przygodę oraz walki. Zbliżaliśmy się celu, jednakże pogoda zaczęła się psuć. Chwilę potem zaczął padać deszcz. 
- Tutaj jest jaskinia, tu się zatrzymamy. - rzekłam, wskazując grotę. 
- Okej. - przytaknęła.
< Cassie?>

Od Cassie cd Alfiego

Zaprowadziłam Alfiego na Harlow Street choć sama ledwo orientowałam się w ulicach Tenshi. Udało mi się nie zrobić z siebie idiotki. Budynek, w którym znajdowało się mieszkanie chłopaka był przestronny i niezatłoczony. W końcu mniej ludzi – pomyślałam. Kiedy stanęliśmy przed drzwiami okazało się, że Alfie zgubił klucze. Po krótkich poszukiwaniach poprosił mnie lekko zmieszany czy nie zaprowadziłabym go do najbliższego hotelu.
- Czekaj, może dam radę je otworzyć – uśmiechnęłam się szeroko
Sięgnęłam ręką do włosów i wygrzebałam metalową wsuwkę. Wygięłam ją następnie w kształt przypominający klucz i podeszłam do drzwi. Uklęknęłam przy nich czując na sobie wzrok Alfiego. Włożyłam przedmiot do otworu i pogrzebałam dopóki nie usłyszałam cichego kliknięcia. Uch… Udało się. Wstałam i triumfalnie uśmiechnęłam się otwierając drzwi.
- Proszę bardzo. – powiedziałam zadowolona
- Skąd…? – zapytał Alfie zbity z tropu
- Ech… Tyle razy zgubiłam już swoje klucze do mieszkania, że włamywanie się mam wyćwiczone na mistrzowskim poziomie. Może zostanę złodziejem? – zastanowiłam się na głos
Alfie zaśmiał się i zaproponował mi coś do picia. Zgodziłam się, bo dzień był wyjątkowo upalny, a mój język przypominał papier ścierny.

Alfie? :3

Od Cassie cd Katherine

Katherine zawołała swoją skrzydlatą klacz jednorożca. Zwierzak pojawił się sekundę potem wraz z innym u boku i radośnie zarżał na powitanie. Zdumiewa mnie czasem jak ona to robi. Cmoka, woła imię stworzenia, a ono ochoczo do niej przybiega. Koń stojący obok Tsuki nie był pegazem ani jednorożcem. Zwykły kary rumak? Może ma jednak jakieś moce?
- No to ja jadę na Tsuki, a ty pojedziesz na tym. – zarządziła Kath wskakując na klacz
- Jesteś ogierem, prawda? – podeszłam do zwierzęcia
- Pfhrr! – koń parsknął, tupnął nogą i potrząsnął smukłym łbem
W tym samym czasie w mojej głowie usłyszałam głęboki męski głos: 
~To chyba oczywiste! Musisz być naprawdę głupia, że tego nie zauważyłaś. 
- Hej! Nie jestem głupia! Wiedziałam, że nim jesteś! – zaczęłam się kłócić z koniem krzyżując ręce na piersi.
Katherine patrzyła na nas pytająco z grzbietu swej pięknej Tsuki. Klacz również nam się przyglądała. 
- No co? Nazwał mnie głupią. – poskarżyłam się, a potem zwróciłam się do karego – Mogę na ciebie wsiąść?
~ Skoro musisz… | - odpowiedział koń z łaską 
Zmarszczyłam brwi. On myśli, że będę go o to błagać? Ani mi się śni!
- Słuchaj no! Nie będę cię błagać na kolanach i całować po kopytkach żebyś mnie łaskawie przewiózł na grzbiecie! – powiedziałam z wyrzutem i obróciłam się teatralnie
~Ech… - westchnął, a następnie wyrecytował znudzonym tonem – Przepraszam, że nazwałem cię głupią. Czy zechciałabyś na mnie wsiąść? 
- No, tak lepiej – natychmiast się rozpogodziłam i kątem oka dostrzegłam jak Kath przewraca oczami i uśmiecha się
Złapałam się jedwabistej grzywy ogiera, wzięłam rozpęd i wskoczyłam mu na grzbiet. Znów poczułam jak rośnie mój entuzjazm i uśmiechnęłam się szeroko. Kary parsknął, przestąpił z nogi na nogę i uniósł dumnie głowę.
- To jak cię zwą, ogierze?  – zapytałam z naciskiem na ostatnie słowo
~Eragon. – odpowiedział ( Wyczuwam książkę "Eragon" milordzie ;) )
- Możemy już ruszać? – zapytała zniecierpliwiona Katherine 
- Jedziemy! – krzyknęłam ruszając kłusem
Eragon szedł bardzo miękko i sprężyście. Czułam jak pod jego jedwabistą skórą napinają się mięśnie. Jazda w kłusie na nim to była czysta przyjemność. Byłam ciekawa jak galopuje. Nagle Kath przyspieszyła, a Tsuki z kłusu przeszła w galop rozkładając delikatnie swe skrzydła. 
- Szybciej! – zawołała ze śmiechem
- Phi – parsknęłam i również zagalopowałam, a tak na prawdę to Eragon sam ruszył galopem jakby czytając mi w myślach. Właściwie… On chyba naprawdę to robił.
Pomyślałam sobie o czymś naprawdę śmiesznym. Jeżeli kary się zaśmieje, co usłyszę w umyśle, będę wiedzieć. Ciche parsknięcie. Wiedziałam!
- Hej! Nie czytaj mi w myślach! – zawołałam
~Nie czytam!  – odkrzyknął mi ogier
- Jaaasnee… 
***
Dróżka, którą jechaliśmy zaczęła się wić w górę. Na ostrych zakrętach zwalnialiśmy, a na prostych przyspieszaliśmy. Konie galopowały tak ze dwie godziny i w ogóle nie było widać, że są zmęczone. Podłoże robiło się coraz bardziej nierówne i kamieniste, więc zwolniliśmy do kłusu. Powietrze było cięższe, a w uszach zaczęło mi lekko szumieć. Musieliśmy być już wysoko. Nagle dobiegł nas potężny ryk. Nie brzmiał on na smoczy co lekko mnie zaniepokoiło. Chyba nie tylko mnie, bo Eragon napiął wszystkie mięśnie, a Tsuki zarżała rozkładając swoje skrzydła. 

Kath?

3 wrz 2016

Od Argony - Cd. Katherine

Uśmiechnęłam się szeroko, pokazując szpiczaste kły i poprawiając pokrowiec na ramieniu. Gwałtownie zsunęłam go, jednocześnie rozsuwając zamek i wydobywając z niego snajperkę. Dziewczyna cofnęła się instynktownie w światło niezbyt ruchliwej ulicy. Odbezpieczyłam broń czując, jak w moich żyłach zaczyna szybciej pulsować krew.
- Ostrzegam. Odłóż to - powiedziała stanowczo tamta. - Nie chcę cię w żaden sposób krzywdzić. Powiedz. Czego ty właściwie ode mnie chcesz?
- Twojego życia - odpowiedziałam, poważniejąc. Karabin wystrzelił, a białowłosa miała ledwie sekundę na utworzenie tarczy. Kula prześlizgnęła się po nieregularnej powierzchni mroku i rykoszetem zraniła jakiegoś przypadkowego przechodnia. Mężczyzna jęknął i upadł, chwytając się za lewy bok. Dziewczyna rzuciła na niego szybkie spojrzenie, a jej oczy stężały.
- Sama się o to prosiłaś! - W dłoni dziewczyny pojawił się świetlisty miecz, a tarcza z mroku znikła. Błyskawicznie przeładowałam snajperkę i wystrzeliłam ponownie, jednak białowłosa odbiła kulę klingą i rzuciła się w moim kierunku. Odskoczyłam do tyłu i pognałam w głąb uliczki, po drodze przeładowując broń. Skręciłam gwałtownie w jakąś odnogę i oddałam strzał w goniącą mnie przeciwniczkę. I ten odbiła, jednak kula zadrasnęła ją w ramię. Odwróciłam się, chcąc dalej uciekać, jednak przede mną jak z podziemi wyrosła ściana. Zatrzymałam się tylko na chwilę, nim spróbowałam na nią wejść, a ta okazała się iluzją. Tak chwila wahania była jednak wystarczająco długa, by goniąca mnie wypadła zza rogu. Świetlista klinga mignęła mi tuż nad uchem i zapewne ucięłaby mi głowę, gdybym w porę nie zrobiła uniku. Jednak robiąc go, zrzuciłam pokrowiec na ziemię i opakowanie poleciało w kierunku dziewczyny. Ta wyminęła go i natarła ponownie, ja jednak kompletnie straciłam nią zainteresowanie. Świetlista klinga przecięła moją pierś, zgrzytając głucho po żebrach, gdy rzuciłam się po pokrowiec. Czując przeraźliwy ból chwyciłam go i zaczęłam powoli i starannie ocierać z kurzu. Na wieku widniało nowe zadrapanie. Skrzywiłam się.
(Katherine?)

Od Alfiego - Cd. Cassie

- Idę, idę - odparłem, wstając.
Wziąłem swoją walizkę i razem z Cassie opuściliśmy pociąg. Wyszliśmy na światło dzienne, gdzie zatrzymałem się i wziąłem głęboki wdech. Mdłości mnie już zostawiły w spokoju, jednak głowa jeszcze trochę bolała. Gdy i ból zniknął, rozejrzałem się. Chodniki zapełniały tłumy, a po ulicach jechały samochody. Spojrzałem w górę i ujrzałem przelatujący statek.
- Ile ludzi! - powiedziałem z zachwytem.
- Tenshi niemal zawsze tętni pełnym życiem - rzekła Cassie. - A właśnie, skąd przyjeżdżasz?
- Z miasta - odparłem.
- A dokładniej?
- Takiego dużego.
Uśmiechnąłem się szeroko. Cassie zrobiła lekko zmieszaną minę. Po chwili uśmiechnęła się lekko.
- Widzę, że już się lepiej czujesz - powiedziała.
- Jasne! - zawołałem wesoło. - A właśnie, mogłabyś mnie zaprowadzić na Harlow Street? Jest tam moje mieszkanie, lecz niezbyt się orientuję w Tenshi.
- Oczywiście!
Dziewczyna szybkim krokiem ruszyła przed siebie, a ja za nią. Po drodze rozglądałem się uważnie. Starałem się zapamiętać mniej więcej wygląd budynków i tym podobne, by następnym razem wiedzieć, dokąd mam się udać. Tłum mi nieco przeszkadzał. Choć szedłem blisko Cassie, mogłem ją w każdej chwili zgubić.
Po dziesięciu minutach weszliśmy do sporego bloku. Wjechaliśmy windą na jedenaste piętro. Stanąłem przed drzwiami od mego mieszkania. Pomacałem kieszenie, szukając kluczy. Pusto. Otworzyłem torbę i zacząłem w niej grzebać. Po chwili wyciągnąłem z niej własnoręcznie robioną, dość małą z pozoru broń palną oraz butelkę wody.
- Potrzymaj - powiedziałem do Cassie, podając jej przedmioty.
Dziewczyna przyjrzała się z ciekawością pistoletowi. Ja zaś kontynuowałem poszukiwania. Parę minut później zrezygnowany wziąłem od niej broń oraz butelkę i z powrotem schowałem do torby. Spojrzałem na Cassie. Uśmiechnąłem się lekko zmieszany.
- Heh, czy mogłabyś mnie zaprowadzić do najbliższego hotelu? - spytałem. - Wygląda na to, że zapomniałem zabrać klucze. Będę musiał powiedzieć o tym tacie - dodałem ciszej.

Cassie? Brak weny...

Od Asirii - Cd. Sorianny

Zamrugałam parę razy, widząc zbiór czegoś, co wyglądało jak algorytmy, sinusoidy i ogółem - jakieś danie. Po raz pierwszy miałam okazję noszenia takich okularów. Zdjęłam je i oddałam Soriannie. 
- Podziwiam cię.. - wymruczałam, nadal będąc w szoku.
- Nie rozumiem.. - odparła, marszcząc brwi. 
- Jesteś naprawdę inteligentna, skoro potrafisz się tym wszystkim posługiwać. Nie miałam pojęcia, czym była większość symboli, które zobaczyłam.. - przyznałam, wbijając wzrok w kafelki, położone na podłodze. Sorianna krótko się zaśmiała i wróciła do pracy.
- Praktyka czyni mistrza. - odezwała się po chwili. Przyznałam jej rację, kiwając głową. Nie chcąc jej przeszkadzać, pożegnałam się i wyszłam z laboratorium. 

~*~

Kroczyłam chodnikiem, przypatrując się nieznanym mi ludziom. W szarej bluzie z kapturem i czarnych jeansach niczym nie wyróżniałam się z tłumu. I było mi z tym dobrze. Nie lubiłam zwracać na siebie uwagi. Przechodząc przez jezdnię, zauważyłam znajomą, czerwoną czuprynę. Czyżby Sorianna wyszła ze swojego sanktuarium?

< Sori? >

Od Asirii - Cd. Akane

Nie zauważyłam dziwnego stworzonka, które wcześniej było ukryte pod stołem ciemnowłosej. Nagle wskoczyło mi na ramię (przez co oczywiście się wzdrygnęłam) i przyłożyło do policzka jakiś dziwnie pachnący liść. Przez chwilę piecze, jednak później nie czuję nic.
- Ee.. Co to było? - pytam niepewnie Akane.
- Mój towarzysz. - odpowiada, szeroko się uśmiechając. - Leafeon, dokładniej. Wracamy do treningu?
Skinęłam głową i zacisnęłam pięści na sztyletach, szepcąc Odwołuję. Małe ostrza zniknęły. Zastąpił je dość duży, dwuręczny miecz. Wykonany był ze Smoczej Stali, która wyróżniała się kolorem czarnym niczym węgiel. Trzon ozdobiony był grawerem w postaci gadzich łusek. Zaś jelec przypominał rozłożone, smocze skrzydła. Na ostrzu była podobizna srebrnego smoka. Uśmiechnęłam się do ciemnowłosej i przygotowałam się do ataku. Akane spojrzała dość nieufnie na moją broń i się odezwała:
- Wiesz.. Może sobie już darujmy ten trening..?
- Skoro chcesz.. - odpowiedziałam i postąpiłam tak, jak przy sztyletach. - Więc.. Masz już jakieś plany, czy nadal mogę ci przeszkadzać?

< Akane? >

Śmierć!

Od miesiąca nie dawał znaku życia.. - mówią niektórzy.
Podobno miał konflikt z plemieniem.. - twierdzą pozostali.

Co się stało?
Asiria wysłała do niego list. Nikt nie odpowiedział. Katherine była u niego osobiście. Nikt jej nie otworzył. Po namyśle stwierdziły, że zostawią notkę. Jednak nikt nie przyszedł do zamku.
Najgorsze obawy dziewcząt się spełniły. Podczas polowania znalazły jego zakrwawione ciało. Domyśliły się, że było to planowane zabójstwo. Kayler podobno nie miał wrogów..

Zapalmy więc znicz dla tego mężczyzny. Niech znajdzie swoje miejsce w Zaświatach.

~Asiria.

Od Katherine cd Cassie

- No, komu w drogę temu czas. - stwierdziłam. - Tsuki! - zawołałam. Po chwili zjawiła się obok mnie klacz. Skrzydlaty jednorożec parskał radośnie. Obok wierzchowca pojawił się inny, którego wcześniej nie widziałam. 
- No to ja jadę na Tsuki, a ty pojedziesz na tym. - powiedziałam wskazując na konia. Cassie wyraźnie zadowolona i podniecona wskoczyła na rumaka. 
- Jedziemy! - zawołała dziewczyna. 
Przyśpieszyłam kroku. Przeskakiwanie przez przeszkody było dla mnie łatwizną. 
- Szybciej! - zażartowałam. 
- Phi. - prychnęła Cassie. Jazda pod górę była ciężka, ale za razem przyjemna. 
< Cassie?>

Od Katherine cd Argony

- Eh, czemu mnie nienawidzisz? - zapytałam zdenerwowana.
- Bo nie. - odparła dziewczyna.
- Wspaniałe wyjaśnienie. - burknęłam, po czym poszłam przed siebie. Postać cały czas mnie śledziła, coraz bardziej zaczęłam się stresować. Nie mogłam nawet spokojnie zjeść kolacji. Kolejnego ranka znów spotkałam dziewczynę. Nie wiedziałam czego ode mnie chce. Powoli bałam się wychodzić z domu. 
- Czego ode mnie chcesz? Uważaj. - ostrzegłam. 
- Co mi możesz zrobić? - zapytała ironicznie dziewczyna. Milczałam.
< Argona? Brak weny, sama nie wiem co ci odpisywać ;C >

Od Argony - Cd. Katherine

Irytowało mnie w tej dziewczynie właściwie... no wszystko. Nienawidziłam sposobu w jaki chodzi. Nienawidziłam jej barwy głosu. Nienawidziłam sposobu wypowiedzi. Słowem, nie mogłam się od niej oderwać. Gdy tylko odwróciła się i odeszła mordercza intencja pognała za nią. Uśmiechnęłam się. Tymczasowo znalazłam zajęcie dla mojej Złośnicy. Zawiesiłam pokrowiec po gitarze na ramieniu i wycofałam głębiej w zaułek, aż do zawieszonej kilka metrów nad ziemią drabiny. Wzięłam rozpęd i wskoczyłam na nią. W kilku szybkich ruchach byłam już na dachu budynku i kucając na jego skraju oszukałam mój cel. Dziewczyna zdążyła już się nieco oddalić, jednak nie miałam problemu z jej dogonieniem. 
Gdy skręciła w ulicę po przeciwnej stronie drogi zmuszona byłam opuścić mój punkt obserwacyjny i udać się za nią na piechotę. Nie zaszłam jednak daleko, bo nieznajoma zniknęła w jednym z budynków. Czyżby jej dom? Ściągnęłam gitarę z ramienia i osunęłam się po murze na ziemię. Wpatrywałam się tempo w drzwi wejściowe domu. Czekałam.
Kilka razy ktoś wchodził i wychodził, jednak żaden z nich nie był nią. A zmrok zapadał. Przegoniona przez jakąś staruszkę z niezadowoleniem przeniosłam się do równoległej, znacznie bardziej zapuszczonej uliczki, gdzie nikomu nie przeszkadzałam i jak tego samego ranka, ułożyłam się, oparta na pokrowcu. Noc powinna być moją porą. Przecież nie potrzebuję snu, prawda? Powinnam teraz wypijać krew dziewic. Brr... Wyjęłam spod ubrania flakonik i spojrzałam pochmurno na do połowy pustą buteleczkę. Odkorkowałam i upiłam małego łyka, po czym schowałam ponownie, szczelnie zamykając.
Chyba zasnęłam na chwilę, bo gdy się obudziłam, mój cel właśnie mijał miejsce mojego spoczynku. Przystanął na chwilę, jakby coś go zaciekawiło, po czym wzruszył ramionami i poszedł dalej.
Zebrałam się błyskawicznie i starając się unikać palącego światła słonecznego wmieszałam się w tłum. W którymś momencie mój cel wstąpił do kawiarni. Uznałam to za szansę. Błyskawicznie odnalazłam wejście na budynek, położony kilka kamienic dalej i trzęsącymi się z żądzy mordu dłońmi otworzyłam pokrowiec. Położona płasko na ziemi namierzyłam dziewczynę i wycelowałam. Świsnęło krótko. Nieznajoma, jakby coś wyczuła, bo obróciła się w moim kierunku i na sekundę przed zderzeniem kuli z ciałem przed nią powstała czarna ściana. Błyskawicznie zabrałam Złośnicę z dachu i wpakowałam do opakowania. Zarzuciłam je sobie na ramię i czując, że tamta wie, kto i skąd strzelał, zeszłam z budynku.
(Katherine? To nie tak, że cię nienawidzę. Nie bierz sobie tego do serca :P Argo po prostu nie umie odróżniać pozytywnych uczuć od negatywnych :P)

Od Cassie cd Katherine

Zrobiłam wielkie oczy i prawie podskoczyłam z ekscytacji.
- Serio?! – zawołałam ucieszona
W głowie już wyobrażałam sobie mojego smoka. Był duży i silny. Ogromne skrzydła miał rozwinięte, stał na tylnych łapach pazurami wbijając się w skałę i zionął ogniem ku górze… Z rozmarzenia wyrwał mnie głos Katherine.
- …Cassie? – zawołała mnie Kath kładąc ręce na biodrach
- Przepraszam, myślami byłam nadal przy smoku. Możesz powtórzyć? – zapytałam powracając do rzeczywistości.
- Tłumaczyłam co musisz zrobić żeby dostać jajo smoka. Musisz wyruszyć w góry. Tamte góry. – pokazała palcem na ledwo widoczny zarys gór, których wierzchołki kryły się w mglistych chmurach – Tam jest jaskinia. Musisz do niej wejść i wziąć jajo.
- Tak po prostu? – przerwałam
- Nie. To Smocze Legowisko i od tak nie można sobie brać jaj. Musisz… Zresztą, sama się przekonasz. Dla ułatwienia mogę pożyczyć ci mapę.
Chwyciła mnie niepewność oraz ekscytacja na myśl o podróży i jakimś „specjalnym zadaniu”, które mnie tam czeka. Gdy wrócę z powrotem, to kto wie… Może będę mieć własnego latającego gada?
- To na co jeszcze czekamy? Daj mi tę mapę! – pociągnęłam jasnowłosą za rękę i entuzjastycznie podskakiwałam kierując się w stronę jej mieszkania, a następnie gwałtownie się zatrzymałam – Czekaj! Pójdziesz tam ze mną?
- Jasne, ale nie wchodzę do jaskini. To musisz zrobić już sama. – Kath uśmiechnęła się zarażając się moim podekscytowaniem i radością. 
Kath? Brak weny

2 wrz 2016

Od Katherine cd Argony

- Nawet nie próbuj. - stwierdziłam surowo. 
- A kim jesteś, by mi mówić co mam robić? - zapytała dziewczyna.
- Nikim, ale to było ostrzeżenie. Później przejdę do rękoczynów. Umiem się bronić. A tak w ogóle czemu jesteś tutaj sama? - powiedziałam. - Wyglądasz jakbyś miała iść na jakiś bal. - dodałam po chwili zamysłu. Westchnęłam, spoglądając na bezchmurne niebo. Piękna pogoda. Obróciłam się i ruszyłam przed siebie. Przez całą drogę czułam iż ktoś na mnie spogląda. Następnego dnia kiedy wybrałam się do miasta, spotkałam tą samą postać co wczoraj.. to dziwne. 
< Argona? :C Brakowen >

Od Katherine cd Cassie

- Cassie uważaj! - zawołałam. Zaatakowałam z powietrza. Używałam wszystkich moich mocy, by pokonać roboty bojowe. Po zaciętej walce udało nam się wygrać. Miasto było bezpieczne. Wylądowałam, po czym zapytałam Cassie:
- Wszystko w porządku?
- Jasne.- odparła dziewczyna. Charizard oparł głowę na moim ramieniu. Pogłaskałam smoka  po pysku.Cassie przyglądała się mnie ze zdziwieniem.
- A tak z innej beczki jakim cudem udało ci się wytresować smoki? - zapytała Cassie.
- No cóż.. w sumie jestem z zawodu trenerką smoków. Jak chcesz mogę nauczyć i będziesz miała swojego smoka. Trudno się je hoduje, ale się opłaca. - stwierdziłam.
< Cassie? ;3 >

Od Katherine - Cd. Asirii

Obróciłyśmy się obie w kierunku wydobywającego się głosu. Postacią, która się odezwała, był uroczy futrzak, dokładniej lombakx. Doskonale to wiedziałam, ponieważ sama się w takowego zmieniałam. Posiadał złote futro, zielone oczy, a na głowie nosił pilotkę. Była to wyjątkowo osobliwa postać, nie wyglądała na niebezpieczną, wręcz przeciwnie - przyjazną. 
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Nazywam się Ratchet, a wy? - odpowiedziała postać. 
- Ja nazywam się Katherine, a to jest Asiria. - odparłam. Przyjrzałam się lombaxowi z uwagą, był co najmniej uroczy. As, najwidoczniej to zauważyła i szturchnęła mnie ramieniem. 
- Co się stało? - zapytał Ratchet.
- Cóż.. mieliśmy donieść ważną wiadomość strażnikom, ale rozbiliśmy się tutaj. - powiedziałam. 
- Jakaż to ważna wiadomość?! - zapytała postać śmiejąc się.
- Drek zamierza za dwa dni zrobić zamach na Halę Herosów. Przygotował 300 robotów bojowych. - rzekła Asiria. 
- Ach, to takie ważne misje wykonujecie, z chęcią pomogę! - zaproponował Ratchet.
- Nie możemy prosić cywila o pomoc. - rzekłam z przekonaniem.
- Nie jestem jakimś tam cywilem, a Strażnicy to moi... znajomi! - zastanowił się lombax. Na chwilę zmieniłam się w lombaxa. Dawno tego nie robiłam.. lata.. dawne historie.. 
- Też jesteś lombax'em? - zapytał. 
- Nie. Jestem czarodziejem, który potrafi zmieniać postać. Po chwili wróciłam do ludzkiej postaci. 
- Po za tym mam własny statek! - pochwalił się Ratchet. Chwilę potem pokazał swój statek, rozpadał się. 
- No wiecie.. system modułowy jest trudniejszy do wykrycia. No to jak? - powiedział. Zaśmiałam się po czym zgodziłam się.
< Asiria?>

Od Cassie cd Alfie

Patrzyłam jak jasnowłosy chłopak próbuje się bezskutecznie przecisnąć w stronę wyjścia. Wyglądało to dość komicznie, ale ani mnie ani jemu nie było do śmiechu. Mimo starań nie dostał się do drzwi, a pociąg ruszył ponownie. Widząc jak próbuje utrzymać się na nogach i nie zwymiotować zapytałam, czy nie ustąpić mu miejsca, bo i tak wysiadam na następnym przystanku. Zmieściliśmy się razem na siedzeniu i tak jechaliśmy. Białowłosy rozluźnił się nieco i zmrużył oczy.
- Przegapiłem peron, na którym miałem wysiąść - mruknął niezadowolony - Może gdybym postraszył ich, to wysiadłbym bez problemu?
- Nie wiem, czy do końca by to wypaliło - odpowiedziałam - Masz szczęście, bo za parę minut będzie kolejny peron.
- Naprawdę?
- Tia i na nim wysiadam. – przytaknęłam patrząc przez okno
- Tak w ogóle to jestem Alfie. – przedstawił się chłopak
- Cassie. – spojrzałam na niego i dodałam – Podać ci reklamówkę?
- Nie… Dam radę. - wymamrotał
Uznałam, że nie będę go męczyć dłużej rozmową. Mijaliśmy wysokie szklane wieżowce, a potem wjeżdżaliśmy w tunel. Po kilku sekundach byliśmy na podziemnym peronie. Teraz pasażerów wysiadło tylko kilku, więc nie było aż takiego tłoku. Wstałam z miejsca.
- Idziesz? – zapytałam nowo poznanego podając mu dłoń i uśmiechając się dodałam – Bo znowu minie ci peron.

Alfie? Brak weny xC

1 wrz 2016

Od Sorianny - Cd. Asirii

- Kojarzę - odpowiedziałam.
- To fajnie! - powiedziała.
- Szukałaś mnie?
- Nie. Jak szłam, to cię zobaczyłam.
- Jasne... szłam do laboratorium. Zaraz się spóźnię także.... do zobaczenia! - pobiegłam do labo.

*****

Typowe problemy techniczne, nieznane obiekty, wklejenie innych zdjęć na stronie... Typowe bzdety... dawno nie czułam tego... dreszczyku zagadek, niespodzianek, nieoczekujących rzeczy!
- Soray! - usłyszałam głos Asirii.
- Co ty tu robisz?!
- Mam wejściówkę.
- S.... nie ważne - zaczęłam coś pisać na kompie, ignorując ją.
- Co robisz?
- Skanuję dane, przeobrażam fikcyjnie budulce DNA i kopiuje matryce...
- A po ludzku?
- Odwalam czarną robotę - mruknęłam, poprawiając okulary, jakie miałam na sobie.
- Po co ci je?
- Mają wbudowane różne kody - założyłam jej - widzisz?

<Asirii?>

Od Sorianny - Cd. Reik'a

- Smocze - odpowiedziałam.
- Smocze?
- Smocze - podkreśliłam - bez zarodka, ale tak. Znalazłeś je w lesie?
- Tak? - na jego słowa podeszłam i wzięłam broń.
- Co robisz?
- Zanim tutaj dotarłam miałam przygodę ze smokami. Kto wie. Może uda nam się jakiegoś oswoić.
- Zwariowałaś?!
- Tak - powiedziałam - ale ty zostajesz.
- Żartujesz?! Mam szansę zobaczyć smoka! 
- Dlatego zostajesz - mruknęłam i się spakowałam w plecak, a gdy wyszłam i DOPILNOWAŁAM, by też wyszedł, zamknęłam drzwi, sprawdzając czy wszystko wzięłam, a potem ruszyłam do lasu.
- EJ! - usłyszałam go.
- CO!? - warknęłam.
- Mogę iść z tobą?
- NIE! - krzyknęłam i ruszyłam szybciej.

<Reik?>

Od Asirii - Cd. Katherine

- Ależ z ciebie optymistka.. - burknęłam, wybijając przednią szybę ze statku. Przeobraziłam się w skrzydlatą postać i chwyciłam Katherine pod ramionami, wylatując z (prawie) wraku. Przeczekałam w powietrzu, aż maszyna się rozbije, by zbytnio się do niej nie zbliżać. - Poza tym, Kath, wyobraź sobie, że masz skrzydła. Kretynie. - dodałam, puszczając ją. Dziewczyna natychmiast przybrała ciało podobne mojemu i podleciała obok mnie. Pacnęła mnie mocno w głowę ze słowami:
- Mogłam zginąć!
- Pierwszy raz uratowałam cię ja. - powiedziałam z szerokim, sarkastycznym uśmiechem. - Więc paszł won na kolana i mi dziękować!
- Jasne, kiedy krowy zaczną latać!
- Da się zrobić. - odparłam i pokazałam jej język, lecąc w dół. Ta uczyniła to samo co ja, i już po chwili byłyśmy na ziemi. Zmieniłam się ponownie w człowieka i poprawiłam sweterek, na którym zdążyła się już zrobić dziura. Przeklęłam pod nosem i przejechałam dłonią po materiale, który natychmiast się naprawił.
- To.. Gdzie teraz? - zapytała.
- Nie wiem. Może.. W stronę słońca? - zaśmiałam się, po czym kolejny raz dostałam w głowę. - Kurwa, jeszcze raz mnie dotkniesz, a twoja ręka będzie stała w wazonie na moim stole. - warknęłam.
- Dobra, nie pyskuj. Słyszałaś coś dziwnego?
- Taa, twój głos.
- Asiria! Poważnie się..
- Co tu się dzieje? - odezwał się nagle inny głos. Przyznam, tak się wystraszyłam, że aż mnie ciarki przeszły.

< Kathhh? >

Od Katherine cd Asiri

- No to uciekajmy. - powiedziałam. Wraz z Asirią pobiegłyśmy przed siebie, wokoło była cała masa korytarzy oraz zakrętów. Obawiałam się iż Armia Dreka w każdej chwili może się wybudzić. Przed nami pojawił się "personel ". Blargowie... nadzwyczaj dziwne stworzenia. Zmieniłam się w anioła, po czym przyzwałam swój miecz. Dziewczyna przeobraziła się w demona, tak więc obie przystąpiłyśmy do ataku. Po paru minutach było po wszystkim. Nagle usłyszałam za nami tupot nóg. Za nami stał robot. O wiele większy i silniejszy od pozostałych robotów bojowych. 
- Uciekajmy, bo niewiele z nas zostanie. - stwierdziłam. Na końcu korytarza było nasze wybawienie, ponieważ znalazłam statek. Wsiadłyśmy do pojazdu, po czym odpaliłam silniki zapłonowe. Wylatywałyśmy już poza atmosferę i właśnie wpisywałam dane w GPS, gdy jedna z rakiet owego robota uderzyła w statek.
- Nie uda nam się dolecieć na Seroję, wcześniej zginiemy. - powiedział GPS.
- Może coś weselszego? - zapytała Asiria. Błąkanie się w obcej galaktyce, nie jest fajne. Przed nami pojawiła się nieznana planeta. Straciłam panowanie nad statkiem kosmicznym, zaraz mieliśmy się rozbić w jednym z kraterów.. 
- Teraz na pewno zginiemy. - rzekłam. 
< Asiri?>

Od Asirii - Cd. Katherine


Czekałam w spokoju, aż jasnowłosa rozetnie więzy krępujące moje dłonie. Wzięłam od niej nóż i odwzajemniłam się tym samym. Po chwili obydwie byłyśmy wolne. Alonzo niczego nie zauważył. Był zbyt przejęty swoją przemową, której tak czy siak nie słuchałyśmy. Kosmita był odwrócony do nas tyłem. Popełniał największy błąd w swoim życiu. Jego armia nawet na nas nie patrzyła, co oczywiście wykorzystałyśmy. Westchnęłam cicho, widząc ilu jest ludzi przede mną. Wyobraziłam sobie delikatne, lakierowane drewno o charakterystycznym kształcie. Na nim położone było delikatne, białe włosie, potocznie znane jako struny. W mojej lewej ręce pojawił się instrument, zaś w prawej - smyczek. Przypomniałam sobie zapis nutowy piosenki, której się nauczyłam przed laty. Piosenki, znanej również jako Sonata Śmierci. Jeśli nie dogra się jej do końca, jej efektem jest jedynie uśpienie przeciwnika. Pokazałam Kath, aby zatkała uszy. Ta posłusznie wykonała moje polecenie, a ja zaczęłam grać. Z początku była to cicha pieśń, jednak z każdą sekundą się nasilała. Armia Alonza zasypiała na naszych oczach, co bardzo satysfakcjonowało Amortencję.


< Kath? >

Od Alfiego - Cd. Cassie

Podniosłem powoli głowę i spojrzałem na dziewczynę.
- A jak myślisz? - mruknąłem.
Młoda brunetka zmierzyła mnie wzrokiem. Nagle pociąg zatrzymał się. Sporo osób zaczęło się przeciskać do wyjścia. Przyjrzałem im się. Zaraz, pomyślałem, tutaj wysiadam! Po kilku nieudanych próbach wstałem i złapałem za rączkę od walizki.
- Ja wysiadam - oznajmiłem, próbując powstrzymać zawroty głowy.
- Może pomóc? - zapytała brunetka.
- Poradzę sobie.
Zrobiłem dwa kroki do przodu. Wtem osoby czekające, aż pasażerowie wyjdą, momentalnie zaczęli wchodzić do pociągu. Próbowałem się jakoś przepchać do wyjścia. Niestety fala tłumu strąciła mnie na siedzenie. Zdenerwowany wstałem i szturchnąłem jakiegoś mężczyznę, po czym prześlizgnąłem się obok niego. Przez niewielką szparę w tłumie dostrzegłem zamykające się drzwi. Wszyscy tak nagle usiedli na wolnych miejscach. Po chwili pociąg ruszył. Straciłem równowagę, aczkolwiek szybko ją odzyskałem. Zakryłem usta dłonią, próbując powstrzymać się od zwrócenia. Rozejrzałem się po pociągu. W przedziale, w którym się znajdowałem nie było już wolnych miejsc. Postawiłem walizkę między nogami i wolną ręką złapałem się uchwytu. Niedobrze mi, pomyślałem, mrużąc oczy.
- Ustąpić ci miejsca? - ktoś nagle spytał.
Odsłoniłem usta, po czym spojrzałem na siedzącą dziewczynę. Spoglądała ona na mnie pytająco.
- Tak... - odparłem.
Na szczęście oboje zmieściliśmy się na siedzeniu. Rozluźniłem mięśnie i zakląłem cicho pod nosem.
- Przegapiłem peron, na którym miałem wysiąść - mruknąłem niezadowolony. - Może gdybym postraszył ich, to wysiadłbym bez problemu?
- Nie wiem, czy do końca by to wypaliło - odezwała się dziewczyna. - Masz jednak szczęście, ponieważ za parę minut będzie kolejny peron.
- Naprawdę?

Cassie?

Od Cassie cd Katherine



Również zamówiłam czekoladowego loda. Kiedy razem z Katherine zjadłyśmy swoje przysmaki zastanawiałyśmy się co dalej będziemy robić. Jak na zawołanie coś zaczęło się dziać. Niebo gwałtownie się zachmurzyło, a z prawie granatowych chmur wynurzył się metalowy obiekt. Ufo?!
- Co się dzieje? – zapytałam Kath próbując przekrzyczeć zgiełk na ulicy.
- Inwazja obcych! - krzyknęła w odpowiedzi
- Ale takie prawdziwe UFO? Z małymi ufikami siedzącymi tam w środku? – dopytałam
Uświadomiłam sobie jak żałośnie to brzmiało. Może Kath tego nie słyszała? Ze statku wydobywało się coraz więcej robotów inwazyjnych. Rozlewały się po niebie jak jedna wielka plama. Serce galopowało mi w piersi kiedy Katherine kazała mi wskoczyć na Charizarda X. Przyznam, że jeszcze nigdy nie walczyłam z obcymi i była to dla mnie nowość. Gdy wzbijałyśmy się lecąc w stronę intruzów dziewczyna wrzasnęła jak przywódca prowadzący swe wojska do boju:
- DO ATAKU! – podniosła rękę w której trzymała swój miecz
W całym tym zamieszaniu nie zwróciłam uwagi jak większość przechodniów porzuciło swe dotychczasowe obowiązki i zajęcia, chwyciło broń i rzuciło się w obronie miasta. W czym jesteśmy lepsi od ludzi? (no nie licząc tego, że jesteśmy silniejsi i mamy supermoce xd) W tym, że kiedy trzeba wszyscy zgodnie stajemy w obronie swojego domu, w tym, że potrafimy porzucić dobra oraz korzyści materialne i poświęcić się dla drugiej osoby. Tym mieszkańcy Tenshi mi imponują.
Tysiące wojowników najróżniejszej postaci podążało za nami. Większość została na ziemi, a tylko część leciała w powietrzu. Tych latających było sporo, a co dopiero tych walczących na ziemi. Popełniłam jeden błąd. Spojrzałam w dół na nasze „wojsko”. Jedno zerknięcie na ziemię spowodowało, że chwyciłam się nogami i rękami szyi Charizarda X. Zrobiło mi się słabo. Trzęsłam się ze strachu przeklinając w duchu swój ch*lerny lęk wysokości.

Rozpoczęła się bitwa.

Katherine?

Od Katherine cd Cassie

Lodziarnia była niedaleko nas. Zamówiłam czekoladowego, po czym zwróciłam się do Cassie:
- Hm. No to co teraz? Przydałoby się trochę przygód.. 
- Racja. - odparła.Nad naszymi głowami rozpętała się burza. Ale jak to możliwe? Przecież miało być słońce. Nie była to jedyna dziwna rzecz. Nad naszymi głowami zawisnął ogromny statek kosmiczny. Atakował on miasto. 
- UWAŻAJ! - zawołałam do dziewczyny.
- Co się dzieje? - zapytała Cassie. Ze statku wydobyło się już około 300 robotów bojowych. 
- Wspaniale. Inwazja. Dajesz, wsiadamy na smoki! - zawołałam. 
- Charizard, Charizard X! - wezwałam swych towarzyszy. Jak na zawołanie przyleciały smoki. Dosiadłam Charizarda, po czym zaczęłam atakować z powietrza. Chwilę później Cassie przyłączyła się do mnie. 
- DO ATAKU! - warknęłam. 
< Cassie?>

Od Cassie cd Alfie

Obudziłam się dziś jak zwykle spóźniona. Miałam dzisiaj załatwić ważne sprawy na mieście i dlatego wzięłam wolne. W pośpiechu wyszłam z mieszkania i nawet nie zamknęłam drzwi, bo wiem, że same się zatrzaskują. Pobiegłam szybko na peron i tam czekałam na pociąg. Był średni tłok i nie było aż tak źle, mimo to czułam się nieswojo. Wszyscy elegancko poubierani, spieszący się gdzieś. Gdzieś dalej zauważyłam grupkę dzieciaków w mundurkach szkolnych. No tak, mamy już 1 września. Zegar na ścianie wskazywał 11.00 i dosłownie kilka sekund później przyjechał pociąg. Wszyscy zaczęli się cisnąć aby wejść i zająć jakieś miejsca. Nie jestem zbyt wysoka, więc ciężko było mi się poruszać wśród tego tłumu, ale dawałam radę. Po trudzie wejścia do przedziału spostrzegłam, że wszystkie miejsca są zajęte. Westchnęłam tylko i złapałam się uchwytu. Pociąg ruszył i po kilku minutach byłam już na swoim peronie. Wysiadłam i ruszyłam w swoim kierunku. Mieszkałam w Tenshi już jakiś czas, a nadal nie potrafiłam się do końca tutaj odnaleźć.
***
Po załatwieniu wszystkich spraw ponownie poszłam na pociąg. Nie stać mnie na kupno własnego statku, czy samochodu i pozostaje mi tylko łażenie na piechotę lub podróż publicznymi środkami transportu. Dziś, jak na wrzesień, było wyjątkowo upalnie, więc wybrałam to drugie. Nie lubię słońca. Na peronie powtórka z rozrywki, przeciskanie się, próba znalezienia miejsca. Oczywiście znowu musiałam stać, ale po dwóch postojach zrobiło się więcej wolnych siedzeń. Zajęłam pierwsze lepsze pytając białowłosego chłopaka czy jest wolne. Ten skinął twierdząco głową i mruknął coś pod nosem w odpowiedzi. Usiadłam. Kątem oka przyjrzałam się mu. Miał na sobie czapkę, sweter (nie było mu gorąco?), długie spodnie oraz przewieszoną przez ramię torbę. Obok stała walizka. Skupiłam wzrok bardziej na twarzy chłopaka. Grzywka zasłoniła jego oczy, ale nie wyglądał zbyt dobrze. Był blady i wyglądał jakby miał zaraz zwymiotować. Chyba ma chorobę lokomocyjną – przeleciało mi przez myśl – ale zapytam na wszelki wypadek.
- Wszystko ok? – zapytałam pochylając się lekko w jego stronę

Alfie?

Od Cassie cd Katherine



Podczas kolacji, gdy obydwie zajadałyśmy gotowane parówki w domu Katherine, rozmawiałyśmy troszeczkę. Trochę lepiej poznałam tę dziewczynę i poczułam, że ją lubię. Kiedy za oknem zaświecił księżyc dotarło do mnie, że muszę się zbierać. Nie, nie było pełni choć za kilka dni miała nadejść. Podziękowałam Kath za pyszne parówki i umówiłyśmy się, że spotkamy się następnego dnia obok sklepu z ziołami. Czemu tam? Nie mam pojęcia, po prostu uznałyśmy, że to miejsce jest równo oddalone od naszych mieszkań.
***
Wracałam do domu prawie pustym chodnikiem. Betonowa kostka oświetlona była jedynie jaskrawym światłem rzucanym przez latarnie oraz neonowe loga sklepów. Ch*lera, nie zdawałam sobie dotąd sprawy, że było tak późno. Spojrzałam na wielki cyfrowy zegar znajdujący się na jednym z budynków, który wskazywał kilka minut po pierwszej w nocy. Powinnam być już dawno w łóżku i słodko śnić. Ruszyłam znów w stronę mojego mieszkanka, kiedy nagle poczułam potrzebę znalezienia się w najbardziej odludnym miejscu na Seroji jak to tylko możliwe. To była wręcz przymusowa potrzeba. Zawróciłam. Biegłam teraz najszybciej jak potrafiłam zręcznie mijając pojedynczych przechodniów i kierując się w stronę lasu. Nadal miałam ze sobą łuk i pół kołczana strzał, więc nie martwiłam się swoim bezpieczeństwem. Mogłam też zamienić się w krwiożerczą bestię i moim zmartwieniem byłoby wtedy bezpieczeństwo innych. Na obrzeżach miasta przyspieszyłam jeszcze, zwolniłam dopiero wtedy gdy znalazłam się w środku dżungli. Teraz szłam powoli przedzierając się przez gęstwiny różnobarwnych liści i kwiatów. Tę część lasu nazwałam „Barwinką”, ponieważ było tu tyle barw i zapachów, że aż trudno było się w tym wszystkim połapać. Uznałam, że to miejsce jest zbyt jaskrawe i pójdę jeszcze dalej. Potrzebowałam cichego kąta gdzie mogłam oddać się rozmyślaniom. Barwinka była jednym z miejsc po drodze. Wreszcie dotarłam do małej sadzawki ze źródełkiem, które wypływało niedaleko. Woda była tu tak czysta, że widać było każdą rybkę pływającą na dnie jeziorka. Światło księżyca odbijało się od tafli wody oświetlając krzaki i drzewa od spodu tworząc magiczną atmosferę. Skupiłam się. W myślach wyobraziłam sobie, że zmieniam się w wilka o śnieżnobiałej sierści. Tak też się po sekundzie stało. Ciuchy opadły ze mnie, a ja weszłam powoli do przyjemnie chłodnej wody. Popłynęłam głębiej nurkując i próbując złapać dwukolorową rybę. Niebiesko-żółte stworzonko odpłynęło jednak szybciej, a ja tylko kłapnęłam zębami w wodzie. Wynurzyłam się łapiąc oddech. Nagle usłyszałam szelest liści i… Szuranie. Szybko podpłynęłam do brzegu, otrzepałam się, chwyciłam moje rzeczy do pyska i odbiegłam do krzaków. Tam szybko się ubrałam i odbiegłam z powrotem do domu.
***
Już w mieszkaniu i po małej grzance z masłem zjedzonej na szybko położyłam się spać. Nie sprawdziłam nawet godziny, bo zmęczenie wzięło w górę i odpłynęłam w krainę snów.
Rano obudziłam się wypoczęta. Wiecie, ciało wilkołaków szybciej się regeneruje i ma to chyba same plusy. Tym razem wstałam na czas i punktualnie wyszłam do lasu na dzienne polowanie. Moją zdobycz nie było trudno złapać i już po dwóch godzinach miałam pełną torbę. W skład łupów wchodziły: dwie wiewiórki, pięć kuropatw oraz trzy zające. Zadowolona pobiegłam do sklepu i dostarczyłam rzeźnikowi swoją dzienną działkę. W mieście jest jeszcze kilku łowców i mamy podzielone zadania, co kto i kiedy ma upolować. Tak, więc zaraz po dostaniu wypłaty pobiegłam w stronę umówionego miejsca. Kilka metrów przed sklepem, mimo tylu pomieszanych zapachów miasta, poczułam przyjemną woń suszonych ziół. Chwilę potem zobaczyłam Katherine siedzącą na metalowej ławce.
- Hej, Kath. – wyrwałam dziewczynę z zamyślenia
- Cassie! – wstała, podeszła do mnie i przywitała się z uśmiechem – To co dziś robimy?
- Może… - zastanowiłam się na głos
- Zjadłabym lody… - Kath przerwała mi mrucząc pod nosem - Idziemy?
- Jasne! – odpowiedziałam entuzjastycznie

Kath?

Od Akane CD Asirii

- To zaczynamy? - pyta ciemnowłosa, wyjmując szablę. Asiria kiwa głową, po czym bez ostrzeżenia kieruje jedno z ostrzy w stronę Akane. Ciemnowłosa kobieta odskakuje zwinnie, po czym próbuje wytrącić ostrze z ręki swojej przeciwniczki.
- A jeśli któraś z nas zostanie ranna? - pyta białowłosa, blokując cios.
- Mamy uzdrowiciela. - odpowiada Akane, zwinnie unikając drugiego ostrza, które zmierzało w jej kierunku.
- Nikogo nie widzę. - odpowiada Asiria, nie odrywając wzroku od przeciwniczki.
- Nie zobaczysz, dopóki on nie zadecyduje się ujawnić. - odpowiada ciemnowłosa, pomijając fakt, iż Leafeon jest nieśmiały i boi się nieznajomych.Po tej wymianie zdań rozmowa się kończy, a po jakichś dzisięciu minutach szabla zostaje wybita z ręki Akane.
- Wygrałam. - białowłosa uśmiecha się triumfalnie.
- Nie tak szybko. Mam jeszcze parę asów w rękawie. - odpowiada ciemnowłosa, po czym robi jedyne co jej przychodzi do głowy, czyli zmienia się w motyla i podlatuje do szabli. Obok niej wraca do swojej zwykłej postaci, i szabla znowu znajduje się w jej ręce.
- Nieźle. - Asiria kiwa głową, po czym kobiety wracają do treningu. Białowłosa uskakuje, aczkolwiek nie dość szybko, i zaczyna krwawić. W tej samej chwili słychać cichy pisk, i trening zostaje przerwany. Asiria rozgląda się zdezorientowana po pomieszczeniu, szukając źródła dźwięku.
Asiria? Leafeon wkracza do akcji XD